• Start
    • Witamy na ornecianka.pl
  • Samorząd
    • Sesja Rady Miejskiej
      Obrady Rady Miejskiej
  • Na sygnale
    • Na sygnale
      Na sygnale
  • Gospodarka
  • Sport
  • Turystyka
  • Ogłoszenia drobne
  • Społeczność
  • Forum

Wt22052012

Last update03:52:57

Wtorek, 22 maja 2012 r.• imieniny: Heleny, Wiesławy
Back Turystyka Sekcje Ciekawe miejsca

Ciekawe miejsca

Przemieszczeni w czasie 24 marca 2012- 5 czerwca 1807

Ocena użytkowników: / 3
SłabyŚwietny 

24 marca br trasą Orneta - Morąg dojechaliśmy koło 3 km za Wojciechowo. Stanęliśmy samochodami przy drodze prowadzącej do Bogatyńskiego. Wszyscy się znamy z poprzednich wędrówek. Trzy osoby są z nami po raz pierwszy. Tworzymy grupę nie dużą, ale doświadczoną Nasi przewodnicy to pasjonaci, „weterani wędrówek”. Przemierzyli już setki kilometrów, by odkrywać w naszej współczesności ślady pozostawione na Warmii przez wielowiekową historię. Jak na „przednówek” pogoda jest wspaniała. Świeci słońce, wieje lekki wietrzyk. Humory nam dopisują. Łączy nas pasja odkrywców, przygoda i potrzeba bliskości z naturą. Weszliśmy w las po lewej stronie trasy. Tuż przy szosie widzimy niewielki wykarczowany teren. To doskonałe miejsce na postawienie obelisku upamiętniającego wydarzenia okresu wojen napoleońskich- mówi Wojtek. Przyglądamy się tej przestrzeni z zaciekawieniem. Dobry pomysł. Realizacją projektu „Obelisk” zajmuje się nasze Stowarzyszenie „Miastowieś”. Wyruszamy w trasę. Maszerujemy przez las, polami, by dotrzeć do doliny rzeki Pasłęki. Widoki są niesamowite i ta cudowna przestrzeń, pachnie wolnością i wiosną. Stąpamy po ziemi, która jak zapisana księga opowiada nam przez narratora Wojtka, wojenną historię życia i śmierci. Zachwyt nad pięknem przyrody ustępuje miejsca zadumie. Stajemy na skraju pól i doliny. Przenosimy się w czasie.

Jest rok 1807- 5 czerwca. Pod Lomitten, w dolinie rzeki Pasłęki francuskie oddziały oczekują w napięciu ataku Rosjan. Wraz z nadchodzącym świtem wzrasta napięta atmosfera ostatnich przygotowań do wojennej potyczki Pierwsze natarcie Rosjan następuje o godz. 800. Strategia walki jest dla nas współczesnych trudna do zaakceptowania. Żołnierze ustawieni w szyku szeregowym, na rozkaz dowódcy oddają do siebie z muszkietów po dwa strzały na minutę. „Repetuj broń, cel, pal…repetuj broń, cel, pal,,,”. Zdyscyplinowanie, karnie, konsekwentnie prą do przodu. Jak tarcze, stanowiące zaporę w trzech pierwszych szeregach, jedni padają śmiertelnie ranni, drudzy pokaleczeni przez kule docierające do celu są zabierani na nosze przez sanitariuszy, bądź dogorywają na polu walki w ogromnych bólach i cierpieniu. Przetrzebione szeregi szybko uzupełniają nowi żołnierze. Francuzi broniąc przyczółka mostowego w Lomitten z usypanych 2-3 m wys. szańców strzelają do przeciwnika z armat. Walka trwa nieprzerwanie 14 godz. Lazarety są przepełnione. Pomoc rannym polega w przeważającej mierze na amputacji kończyn. Postępująca gangrena w krótkim czasie, jak cichy zabójca, również zbiera swe żniwo. Na polu potyczki pozostaje coraz więcej poległych żołnierzy. Nikt się już nimi nie zajmuje. Wykrwawieni dogorywają, by skonać na polu boju. Starcie wojsk trwa do godz. 2200, Rosjanie się wycofują. Chociaż w rozedrganej jeszcze przestrzeni czuć energię walki, determinacji, haosu lęku i bólu, noc przynosi ocalałym błogosławioną ciszę. Nadchodzący świt odkryje pole usłane ciałami poległych i roztoczy unoszący się zapach swądu spalenizny na zgliszczach.

Rok 2012. Wracamy do rzeczywistości. Opowieść Matki Ziemi pogłębia nasz szacunek do historii ziemi po której stąpamy. Pogłębia świadomość siły i potęgi przetrwania życia. Wędrując dalej zanurzamy się w świat natury doliny rzeki Pasłęki. Przeprawa ta jest dla ludzi odważnych, zdeterminowanych i wytrwałych. Pokonujemy pięć strumieni podążających w swych nurtach na spotkanie z Pasłęką. Wspinamy się po stromych zboczach doliny. Dochodzimy do szczytów wyżyn, skąd rozpościerają się widoki na całą dolinę. Pokonujemy zwalone siłą żywiołów drzewa, schodzimy w dół na mokradła i poruszając się odcinkami terenem bagiennym, wędrujemy wzdłuż koryta rzeki Pasłęki wychodząc na dukt leśny. Stajemy w Limitach (Lemitten) w siedlisku, po którym pozostała tylko nazwa i ruiny domostwa. Posilamy się pieczoną przy ognisku kiełbaską. Odpoczywamy, rozmawiamy, śmiejemy się, żartujemy. To inny świat, tak różny od codziennej, rozbieganej rzeczywistości. Pomimo fizycznego zmęczenia, pełen relaks. W drodze powrotnej wspinając się na wzniesienie doliny, docieramy do ścieżki wiodącej przez las. Podziwiamy wielkie sosny kanadyjskie, które tu ktoś posadził. Nasz dendrolog Dominik wypatrzył wśród wielu gatunków drzew sosnę jedwabną, która posiada miękkie delikatne igły oraz piękne szyszki oblepione żywicą jak szronem. W drodze mijamy szczątkowe już kopce dwóch usypanych z ziemi 1000-letnich kurhanów, miejsc pochówku Prusów. Wędrując dalej kierujemy się w stronę miejscowości Bogatyńskie. Po raz drugi, w naszych wędrówkach mamy okazję podziwiać wyobraźnię oraz pracę architektów i budowniczych okazałego, późnobarokowego, piętrowego pałacu, zbudowanego w 1772r na fundamentach średniowiecznego dworu. Popadający w ruinę obiekt został odrestaurowany przez obecnego właściciela i cieszy nasze oczy swym pięknem. Zespół pałacowo-parkowy jest jednym z najwcześniej powstałych majątków na Warmii. W parku, na posesji, wrośnięty korzeniami swej kilkusetletniej historii życia, stoi potężny dąb. Mierzy w swym obwodzie u podstawy pnia ok. 7,5m! Wszyscy razem robimy wspólne zdjęcie przy wiekowym drzewie. Po 10 kilometrowym marszu docieramy do miejsca kończącego naszą wyprawę.

Podeszwy naszych butów jeszcze dobrze nie ostygły, a już organizator i przewodnik - Wojtek Kiziewicz oraz Krzysztof Leźnicki -pasjonat wędrówek i historii ziemi Warmińskiej obiecują nam kolejny rajd pieszy. Tym razem z ciarami na plecach, aktywnością wyobraźni oraz wytężoną pracą naszych trochę uśpionych, rozleniwionych zmysłów. Czeka nas nocna wędrówka po leśnej głuszy oraz odpoczynek w zachowanych jeszcze bunkrach Trójkąta Lidzbarskiego. Będzie zagadkowo i ciekawie. Wszelkie informacje o planowanej nocą wyprawie będą zamieszczane na stronie Stowarzyszenia Miastowieś. Zapraszamy.

Fotorelacja z rajdu dostępna na www.miastowies.pl

Śladami Trójkąta Lidzbarskiego - relacja

Ocena użytkowników: / 8
SłabyŚwietny 

rajd-2 Co prawda z opóźnionym zapłonem, jednakże z ogromną przyjemnością pragnę opowiedzieć wszystkim tym, którzy nie byli (na zachętę!) o naszej kolejnej wyprawie, tym razem ( posługując się nomenklaturą pasjonatów militariów) „wstrzelenia się” w Trójkąt Lidzbarski – najmniej znany kompleks linii obronnych i fortyfikacji na Warmii. 2 kwietnia wyruszyliśmy na rajd motoryzacyjno-pieszy „Śladami Trójkąta Lidzbarskiego”. Dowódca plutonu odkrywców, Wojciech Kiziewicz pasjonat-organizator oraz Krzysztof Leźnicki pasjonat-przewodnik wspólnie opracowali bardzo ciekawą, dwuetapową trasę.

Wiodła przez lasy kaszuńskie i lasy okalające wieś Kumajmy z docelowym dotarciem (już samochodami) pod Mingajny i Nowy Dwór, gdzie zachował się jeden z nielicznych schronów z kopułą obserwacyjną (zobacz zdjęcia z rajdu ) Mieliśmy niepowtarzalną okazję obejrzeć, dotknąć, poprzebywać w naznaczonych historią schronach i bunkrach, pozostałościach po II Wojnie Światowej. Budowane w latach 1932-1937 stanowiły ważny element strategii obronnej dowództwa Armii Niemieckiej. Tak, jak opowiadał nam Wojtek, zaprojektowane z mistrzowską precyzją miały za zadanie uniemożliwić przerwanie linii obrony. Z ogromnym zaciekawieniem słuchaliśmy przekazów Wojtka i Krzyśka, którzy przybliżyli nam okoliczności projektowania, budowy i wykorzystania schronów i bunkrów budowanych w tamtym okresie w Prusach Wschodnich. Część ludzi „naszego plutonu” z „żółtego busa” dociekała „jak można było w tamtych czasach przerobić i transportować tak ogromne ilości betonu?”

Dla mnie, laika w sprawach sztuki wojennej wszystkie „betony” zawsze były takie same, prawie jak dla daltonisty kolory! Nasi eksperci w tej dziedzinie sprawili, że z dużym zaskoczeniem odkryłam, iż różnią się one przede wszystkim nazwą, przeznaczeniem, grubością ścian, maskowaniem, wyposażeniem i wielkością. Mało tego! Również zewnętrzną elewacją, kolorem i fakturą ścian! „To prawdziwe perełki, na które nie zwraca się uwagi” - z błyskiem w oku mówił nam Krzysztof, znawca i zagorzały pasjonat w wykrywaniu, zapisywaniu i tworzeniu mapy bunkrów i schronów znajdujących się jeszcze na Warmii. Prowadził nas sobie znanymi ścieżkami. Raz duktem leśnym, innym razem przez bagna, to skrajem skarp nad rzeką Drwęcą, to na przełaj przez lasy, by dotrzeć do wytyczonego celu jakim był zachowany, jeden z niewielu schron z kopułą obserwacyjną. Trasa wędrówki pieszej (w zamyśle) miała mieć 4-5 km. „Przedeptaliśmy” ponad 10! Ciekawość poznania historii, pasja odkrywania nieznanych miejsc prowadziły nas dalej i dalej... Pogoda nam dopisywała i humory również.

W maju Wojtek planuje kolejne spotkanie z historią, tym razem pójdziemy torami- śladem kolei i tajemnicy przedwojennego budynku Dworca PKP w Ornecie. Skomputeryzowanych i zainteresowanych zapraszam na stronę internetową naszego stowarzyszenia.

Zdjęcia z rajdu są dostepne w galerii:

http://miastowies.pl/galeria/zdjecia-sladami-trojkata-lidzbarskiego.html

 

Ekstermalny rajd pieszy

Ocena użytkowników: / 1
SłabyŚwietny 

 

5 marca br. 16 osobowa grupa pasjonatów wyruszyła śladem historii wpisanej w okolice Ornety. Pomysłodawcą i organizatorem trasy rajdu był Wojciech Kiziewicz, członek Stowarzyszenia MIASTOWIEŚ w Ornecie. Do udziału w wędrówce zaprosił swoich dwóch kolegów ( teraz już i naszych!) Robcia z Rumii, (ciągnie wilka do lasu!, mieszkał kiedyś w Ornecie) i Roberta z Olszyna, którzy historię naszego regionu mają w „jednym paluszku”. Trasa rajdu wiodła przez Karkajmy, gdzie mogliśmy obejrzeć niestety już tylko ruiny pałacu właścicieli przyległych ziem, przez Bogatyńskie, gdzie mogliśmy podziwiać dzieła architektów, budowniczych pałacu, kościoła i kaplicy grobowej właścicieli majątku. Cieszyliśmy się bardzo widząc świetność budowli odrestaurowanej przez obecnego właściciela. Wędrowaliśmy leśnymi duktami, przez „młodniki”, żerowiska dzików. Zryte połacie ziemi wyglądały tak, jakby przed chwilą przejechał po nich wieloskibowy kultywator! Poruszaliśmy się wschodnim brzegiem Pasłęki, by co pewien czas zatrzymać się i podziwiać piękno budzącej się z zimowego snu przyrody i bogactwo jej różnorodności. Wojtek i Robert X 2, doskonale uzupełniali się wzajemnie w przekazywanej nam wiedzy. Dzięki ich opowieściom odkrywaliśmy przebieg czasami wprost niewiarygodnych zdarzeń, dotykaliśmy dowodów życia, kultury, obyczajów mieszkańców tych terenów nawet z przed 1000 lat n.e , maszerowaliśmy (dosłownie) śladami bitew i walk rozgrywających się podczas wojny napoleońskiej, I i II Wojny Światowej. Gdyby Matka Ziemia umiałam mówić zapewne opowiedziałaby nam nie tylko o tych zdarzeniach, ale również i o ludzkich emocjach tamtych czasów…o determinacji, odwadze jak i ( a może przede wszystkim) o ludzkim bólu, lęku i cierpieniu walczących żołnierzy, poległych w dolinie Pasłęki. Wędrowaliśmy po miejscach przepraw rosyjskich oddziałów przez Pasłękę w czasie potyczki pod Lemittami (dziś po domostwach tej miejscowości pozostały już tylko kamienie), by dotrzeć do miejsca upamiętniającego walki francusko-rosyjskie z czasów wojny napoleońskiej. Przy drewnianym, omszałym krzyżu, stojącym samotnie w lesie, oddając hołd, z szacunkiem uczciliśmy minutą ciszy poległych i tamte tragiczne wydarzenia. Jak mówił Robert, zginęło wtedy około 4 tysięcy żołnierzy.... Dzięki otaczającej nas przyrodzie mogliśmy również nacieszyć oczy i duszę tętniącym o tej przedwiosennej porze życiem lasów i pól. Dolina rzeki Pasłęki odkryła przed nami swoje pierwotne piękno...stare, omszałe drzewa powalone siłą żywiołów, zielone, wysokie sosny, giętko poddające się podmuchom wiatru, pulsujące źródła, przemieniajace się w strumyki czystej, krystalicznej wody, biegnące w swym nurcie na instynkt do rzeki Pasłęki. Niewidoczne bobry, które zostawiły ślad swej wiosennej aktywności w postaci nagromadzonych świeżych wiórów drzewnych, śpiew ptaków, zapach wilgoci unoszącej się nad doliną i ....zapach historii tego miejsca. Jak powiedział Wojtek „tu czuć historię...”. W grupie ludzi, których pasją są poszukiwania, odkrywanie historii naszego regionu, szacunek do ziemi i rozumienie praw przyrody, 19 kilometrowa wędrówka (momentami w deszczu ze śniegiem) była wspaniałym przeżyciem.

Więcej zdjęć z rajdu znajdziecie państwo na stronie internetowej Stowarzyszenia MIASTOWIEŚ

Zobacz także

Kredyty gotówkowe

Opcje wyszukiwania kredyty gotówkowe
Kwota kredytu PLN
Waluta kredytu
Rodzaj rat
Okres kredytowania miesiące
Zaawansowane opcje